
Podroz na Madere znioslam bardzo dobrze... dostalam nawet swoje wlasne miejsce w samolocie, wiec bylam zbyt zajeta zabawa, zeby sie przejmowac bolem w uszach czy tez innymi niedogodnosciami... z podroza powrotna bylo juz nieco gorzej, ale o tym nie bedziemy opowiadac...

Po wyladowaniu bylam nieco rozczarowana... i to na byc ta Madera? Lotnisko jak lotnisko, jakbym ja juz wczesniej kilku lotnisk nie widziala... ;)

No ale ok... takiego widoku nie mam z domu.. wiec pierwszej nocy na miejscu musialam troche pomarudzic, zeby sie do tego nowego miejsca przyzwyczaic... ale zdolalam chyba swoim placzem wszystkich troche przestraszyc... az dziw ze sasiedzi z apartamentu obok sie rano nie skarzyli ;)

Juz drugiego dnia dziadek wynajal samochod... no i zaczelo sie... ciagle jakies wycieczki.. targali mnie prawie wszedzie ze soba... i to maja byc wakacje? Ale ja na szczescie w zasadzie lubie jazde samochodem, wiec bylam grzeczna i dzielnie znosilam te wyprawy w rozne zakatki wyspy...

Parkow i ogrodow to tam nie brakuje...


I malo ze samochodem mnie wszedzie zabierali... oni mnie nawet kolejka linowa przewiezli na tym urolpie... na brak atrakcji turystycznych nie moglam narzekac... ;)


Czasem trzeba bylo w nosidelku spacerowac... bo tam wszedzie gorki i pagorki, wiec niekiedy wozkiem bylo ciezko... to znaczy mi nie tak bardzo, ale tym co pchali moj wozek chyba tak... ;)

Bez komentarza.. gdzie mnie ta Babcia nie wywiozla...

Nie bylo komu robic wieczorem za
babysiter, to nawet na nocne spacery po Funchal moglam sie zalapac... no bo kto powiedzial ze 4-miesieczne dzieci powinny byc o tej porze w lozku? Ja mam
cool mame i
cool dziadkow, to moglam troche nocnego zycia posmakowac ;)


...i znowu pozowanie... co 5 min mam sie do zdjec usmiechac?!

Jak wszyscy zasiadali w restauracji przy jakims smakowitym daniu to ja musialam czasem troche pomarudzic, zeby sie mna ktos zajal... najszybciej dalo sie zwykle urobic babcie.. albo brala mnie na rece, albo biegala z wozkiem kolo restauracji...

Funchal to w sumie calkiem mile miasto...

Znowu nie mialam swojej wanienki... ale tym razem ktos pomyslal o mojej wygodzie podczas tego urlopu... i co wieczor kapalam sie w basenie!

Przed pozegnaniem trzeba bylo dziadka porzadnie pomeczyc i wytarmosic, w koncu nastepnym razem zobacze go dopiero na Boze Narodzenie... :(