September 26, 2007

Holidays at Madeira Island

Podroz na Madere znioslam bardzo dobrze... dostalam nawet swoje wlasne miejsce w samolocie, wiec bylam zbyt zajeta zabawa, zeby sie przejmowac bolem w uszach czy tez innymi niedogodnosciami... z podroza powrotna bylo juz nieco gorzej, ale o tym nie bedziemy opowiadac...

Po wyladowaniu bylam nieco rozczarowana... i to na byc ta Madera? Lotnisko jak lotnisko, jakbym ja juz wczesniej kilku lotnisk nie widziala... ;)


No ale ok... takiego widoku nie mam z domu.. wiec pierwszej nocy na miejscu musialam troche pomarudzic, zeby sie do tego nowego miejsca przyzwyczaic... ale zdolalam chyba swoim placzem wszystkich troche przestraszyc... az dziw ze sasiedzi z apartamentu obok sie rano nie skarzyli ;)


Juz drugiego dnia dziadek wynajal samochod... no i zaczelo sie... ciagle jakies wycieczki.. targali mnie prawie wszedzie ze soba... i to maja byc wakacje? Ale ja na szczescie w zasadzie lubie jazde samochodem, wiec bylam grzeczna i dzielnie znosilam te wyprawy w rozne zakatki wyspy...


Parkow i ogrodow to tam nie brakuje...


I malo ze samochodem mnie wszedzie zabierali... oni mnie nawet kolejka linowa przewiezli na tym urolpie... na brak atrakcji turystycznych nie moglam narzekac... ;)



Czasem trzeba bylo w nosidelku spacerowac... bo tam wszedzie gorki i pagorki, wiec niekiedy wozkiem bylo ciezko... to znaczy mi nie tak bardzo, ale tym co pchali moj wozek chyba tak... ;)

Bez komentarza.. gdzie mnie ta Babcia nie wywiozla...

Nie bylo komu robic wieczorem za babysiter, to nawet na nocne spacery po Funchal moglam sie zalapac... no bo kto powiedzial ze 4-miesieczne dzieci powinny byc o tej porze w lozku? Ja mam cool mame i cool dziadkow, to moglam troche nocnego zycia posmakowac ;)


...i znowu pozowanie... co 5 min mam sie do zdjec usmiechac?!
Jak wszyscy zasiadali w restauracji przy jakims smakowitym daniu to ja musialam czasem troche pomarudzic, zeby sie mna ktos zajal... najszybciej dalo sie zwykle urobic babcie.. albo brala mnie na rece, albo biegala z wozkiem kolo restauracji...

Funchal to w sumie calkiem mile miasto...

Znowu nie mialam swojej wanienki... ale tym razem ktos pomyslal o mojej wygodzie podczas tego urlopu... i co wieczor kapalam sie w basenie!
Przed pozegnaniem trzeba bylo dziadka porzadnie pomeczyc i wytarmosic, w koncu nastepnym razem zobacze go dopiero na Boze Narodzenie... :(

Visit of Grandparents

W pierwszej polowie wrzesnia odwiedzili nas w Porto Dziadkowie... Juz od dawna nie moglismy sie wszyscy doczekac tych odwiedzin i postaralismy sie wykorzystrac te wizyte jak najlepiej...
Niedzielne popoludnie w Espinho
Zabralismy dziadkow do Serralves...
...i nad rzeke... ;)
Bylismy tez razem na plazy...

Babcia oczywiscie pomagala przy kapaniu...
A to artystyczne zdjecie z rodzicami, zrobione przez dziadka Grzesia ;)

September 24, 2007

Discovering her feet

Wlasne stopy moga byc calkiem ciekawym odkryciem... Gabrysia od niedawna sama sie o tym przekonuje i ochoczo zawija nozki do gory...
Tyle ze do stopek ma coraz dalej, bo mierzy juz 68 cm! A wage to nawet juz podwoila od urodzenia.. teraz nosimy juz 7,5 kilo!

September 6, 2007

New space for playing

Nasza Gabrysia potrzebuje coraz wiecej miejsca do zabawy... wiec ma teraz nowy kojec, w ktorym moze sobie brykac razem ze swoimi zabawkami ;)

September 4, 2007

So hot again!

Znowu takie upaly, ze nawet palcem sie nie chce kiwnac... spanie w cieniu na tarasie jest do zniesienia, ale prosze, nie kazcie mi nic robic! Nie mam nawet sily usmiechac sie do zdjec...
No i ewentualnie spacer w zacienionym parku tez moge jeszcze wytrzymac... ;)