Kolejna niedziela za nami...

Tym razem niedzielny poranek zaczal sie w sumie dosc pozno... intensywne szalenstwa sobotniego wieczoru (oj dzialo sie, dzialo! np. Gili-Gili... ale o to musicie spytac Dziadka.. ;)) tak mnie wykonczyly, ze rano wcale nie mialam ochoty wstawac... i wlasciwie to "sila" wyciagnieto mnie z lozka...

Ale skoro juz trzeba bylo wstac, to i poranna toaleta nieunikniona, mimo ze to niedziela...

Przed poludniem zajelam sie nieco lektura... to takie malo wymagajace zajecie...

Rozkrecilam sie nieco bardziej zabawa z balonami...

A potem niezla frajda bylo paradowanie w pozyczonych okularach...
Oto ja: Gabrysia-Mucha, i to z czerwonym kwiatkiem!

No ale coz.. w koncu je trzeba bylo oddac...

Ale za to zabralam swoja lale na spacerek...

Troche zimno, ale niech sie dotleni...

Jak widzicie nie proznowalam dzisiaj...

A wieczorem czekalo mnie jeszcze kilka telefonow...

W koncu musialam to wszystko opowiedziec Tacie i Cioci Madzi!
No comments:
Post a Comment